inca@jabber.org

FireFox vs FirefoX

21 października 2006, 12:06:07

Komentarz przy jednej z ostatnich notek, z racji użycia skrótu FF przypomniał mi o dosyć ciekawej sprawie dotyczącej problemu z właściwym skrótem dla przeglądarki Firefox. Mit „FireFoxa” głęboko zakorzeniony jest w umysłach internautów, a w sieci standardowo pojawiło się już grono różokrzyżowców tępiących wszelkie nieprawidłowości i wkręcających historyjki o pandach małych. Krytykanctwo skrótu FF jest krótkie i rzeczowe, a do tego bogato lukrowane linkiem do strony Mozilli. Prawda jest wiec niezaprzeczalna i potwierdzona oficjalnym źródłem. Ciężko jednak stwierdzić czy punkt ten zawarty był w FAQ-u od początku jego istnienia, zwłaszcza, że sama przeglądarka silnie propagowana była przez osoby idące z duchem czasu i technologią, posiadające powołanie ewangelizacyjne do nawracania na ścieżkę standardów. Czy ci maniacy mogli popełnić tak rażący błąd i rozpowszechniać wśród plebsu niewłaściwy skrót?

Zaglądając w wikipedię:

Na terenach, gdzie panda mała występuje w potocznym języku chińskim jest ona nazywana hǔo hú, co dosłownie oznacza "ognisty lis". Jednakże ta nazwa jest stosowana także na określenie zwykłego lisa. W wyniku pomyłki na stronie internetowej Wellington Zoo, nazywając przeglądarkę internetową Mozilla Firefox dosłownym angielskim tłumaczeniem wyrażenia "ognisty lis" (firefox) uważano, że nazwa ta oznacza właśnie pandę małą. Tymczasem w rzeczywistości w języku angielskim wyraz firefox nie był raczej stosowany jako określenie oznaczające pandę małą. Dopiero producent przeglądarki rozpowszechnił pogląd, iż firefox to panda mała, a nie "ognisty lis". Twórca loga Mozilli Firefox wspominał, że choć pierwotnie chciał w nim zamieścić pandę małą, to ostatecznie umieścił w nim lisa.

Prawdę powiedziawszy, czytając ten cytat czasem nie jestem w stanie zrozumieć dokładnego przekazu autora, wiec dla pewności warto również, zajrzeć do angielskiego źródła.

The Red Panda is also sometimes known as hǔo hú , which literally translates as "fire fox", a name which can refer both to the red fox and the Red Panda. The Red Panda is the state animal of Sikkim. The term firefox, as used to describe the Red Panda, has been propagated by its use in the web browser Mozilla Firefox. Although the browser logo depicts a fox with a fiery tail rather than a Red Panda, back in early 2005 the Mozilla Store was selling toy stuffed Red Pandas to promote the browser name change from Firebird with the release of Firefox 1.0

Można więc wnioskować, że nazwanie Firefoksa „lisem” bynajmniej nie jest dużym błędem, a w zasadzie błędem nie jest. Ponadto jak słusznie zauważyli autorzy obu cytatów logo Firefoxa przedstawia nic innego jak lisa (bądź pandę, która jak lis istotnie wygląda) osobiście nie czepiałabym się wiec wszystkich FF-ów, FireFoxów oraz innych lisiczek. Bo po co?

Czy naprawdę trzeba uznać FX za jedyny, słuszny i poprawny, bo twórcy Mozilli wręcz zakpili nieco z rzeszy użytkowników Firefoxa? W skrócie najważniejsza jest komunikatywność, a skoro wszyscy wiedzą czym jest FF i w logu lis jak wół, to problemu w zasadzie nie ma.

Mozilla za to słynie już z nadawania swoim produktom nazw, które niekiedy nie są tym na co mogłoby wskazywać pierwsze skojarzenie. Aczkolwiek niechaj Thunderbird zostanie obiektem mitologii nordyckiej, Firebird o dziwo Feniksem (chociaż cholera go wie), Sunbird – kolibrem, a Firefox – ognistym lisem tak jak sugerują nam loga.

Zastanawiałabym się tylko nad kwestią SeaMonkey, bo o ile poprawną nazwą FX jest Firefox, a nie FireFox (co podkreślane jest w FAQ-u) to konsekwentnie podążając za sugestią SeaMonkey można by uznać za odmianę „Morskiej Małpy”. Tu jednak ratuje nas logo, przedstawiające pociesznego skorupiaka.

Firefox i zabawki (nie) tylko dla webdevelopera (cz. 2)

07 października 2006, 23:17:15

Wczoraj wspomniałam o kilku ciekawych i ułatwiających życie rozszerzeniach do Firefoxa. W komentarzach natomiast poruszyłam sprawę ScrapBook’a, o którym wcześniej nawet nie pomyślałam by umieszczać go w swoich zapiskach. Stało się, trudno, może ktoś jednak na tym kiedyś skorzysta. A dzisiaj zajmę się bardziej kwestią dosyć popularnych narzędzi dla twórców stron.

Małym, aczkolwiek pożytecznym narzędziem może okazać się ColorZilla. Po zainstalowaniu w lewym dolnym rogu przeglądarki na pasku stanu pojawia się ikona pipety. Jak nie trudno się domyśleć pozwala ona pobrać kolor z okna przeglądarki. Dodatkowo oferuje paletę kolorów, więc dosyć łatwo można wybrać „bliźniaczy” kolor do tego pobranego kroplomierzem. Zapewne każdy projektant stron ma już swojego ulubionego color pickera, jednakże ColorZilla mimo ograniczenia tylko do przeglądarki może w znaczny sposób przyspieszyć pracę ze stronami oferującymi gotowe schematy kolorów (np. ColorSchemer)

HTML Validator jak sama nazwa wskazuje doskonale może zastąpić nam witrynę W3C Markup Validation Service. Bez zbędnego klikania ikona zamieszczona na pasku stanu informuje nas o zgodności (bądź niezgodności) strony w zależności od zamieszczonego doctypu. Z wtyczką tą jednak trzeba uważać, bo można wpaść w swego rodzaju „maniacto” narzekania jak wiele stron posiada błędy w kodzie. HTML Validator pokaże nam ponadto miejsca potencjalnych błędów i ostrzeżeń, serwując potężną dawkę informacji ułatwiających naprawę kodu. Nieoceniony jest również w przypadku literówek lub braku domknięcia znacznika.

Jako, że projektant nie zawsze tylko pisze i przegląda swoje dzieła, ale również uczy się ze źródeł stron i niekiedy (a nawet bardzo często) szuka rozwiązanych już problemów w kodzie kogoś innego, wygodę analizy obcego xhtmla zagwarantuje nam View Source Chart. To genialne rozszerzenie prezentuje źródło kolorując poszczególne bloki kodu. Jak na dłoni widać co gdzie siedzi i można spokojnie zapomnieć o długich poszukiwaniach zamknięcia znacznika. Kolorki ułatwiają pracę i dużo wyraźniej prezentują bloki niż same wcięcia, które niewątpliwie estetyczny kod powinien mieć.

Na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie. O Web Developerze ciężko powiedzieć, że jest to rozszerzenie. Jest to w zasadzie kombajn wyciągający ze strony to, co nam się żywnie podoba. Szybki wgląd w css, skrypty i źródło to tylko kilka jego zalet. Web Developer w jednej chwili pokaże nam wymiary obiektów, naniesie widoczną informację o adresie do obrazka, jego wielkości lub ukryje wszystkie obrazki występujące na stronie, zdradzi nam również identyfikatory i klasy poszczególnych elementów witryny, obliczy jej rozmiar skrupulatnie dodając rozmiary dołączonych skryptów, obrazków i cssów. Ogólnie bardzo przydatne narzędzie, choć wśród tych superlatyw mam też pewne "ale", bo części jego opcji nie da się normalnie używać. Wprowadzają one zbyt duży śmietnik na stronie, aczkolwiek jest to winą zagraconego kodu.

Firefox i zabawki (nie) tylko dla webdevelopera (cz. 1)

06 października 2006, 23:52:52

To, że Firefox to świetne narzędzie wie każdy (mimo, że czasem wybiera Operę), a potęga liska tkwi nie tylko w tym, że jest dobrą przeglądarką lecz w bogatej kolekcji rozszerzeń. Nie wiem jak to możliwe, ale nie wszyscy odkryli jeszcze ten potencjał jaki drzemie w dodatkach, a jest to prawdziwe bogactwo narzędzi naprawiających pewne niedogodności lub tak jak w moim przypadku ułatwiających pracę.

Zaczynając od rzeczy mocno przyziemnych do niedawna zakochana byłam w Operze ze względu na proste zapamiętywanie sesji i darłam sobie włosy z głowy silnie złorzecząc, gdy przy n otwartych zakładkach Firefox zaliczał wywrotkę. Ryzykowałam jednak dosyć często tym, że spotka mnie ta nieprzyjemność z racji dramatycznego (jak na mój gust) systemu zamykania zakładek w Operze. Ostatecznie jednak zakasałam rękawy i poszperałam, czego wynikiem było dołączenie do mojego liska Session Server’a. Dzięki niemu Firefox zapamiętuje kolekcję otwartych zakładek nawet jeżeli go zamkniemy lub sam złośliwie zechce zakończyć swoje działanie. Dodatkowo rozszerzenie umożliwia zapisywanie czegoś w rodzaju szablonu zakładek. Jeden klik i otwiera nam się nowe okno przeglądarki z zestawem konkretnych zakładek. Całkiem ciekawą zabawką oferowaną przez Session Server jest historia otwartych stron, dzięki czemu przy przypadkowym zamknięciu zakładki można ją łatwo odzyskać.

Dla użytkowników delicji przydatna może się okazać wtyczka del.icio.us dodająca do paska menu kategorie „del.icio.us” i w niej szereg przydatnych opcji do zarządzania linkami. Dzięki tej zabawce możemy więc spokojnie zwolnić sobie miejsce w folderze zakładek osobistych lub w ogóle pozbyć się paska zakładek jeżeli używaliśmy ich jedynie do obsługi delicji.

Dla zwykłego użytkownika wart polecenia jest również Adblock Plus, będący modyfikacją starego dobrego Adblocka. Wtyczka umożliwia łatwe pozbycie się niechcianych banerów i denerwujących reklam przysłaniających treść strony, a wszystko za pomocą kilku ruchów myszką, a w zasadzie za pomocą jednego klika na napis „Adblock” wyświetlony przy niechcianej reklamie i zatwierdzenia operacji krótkim „OK”.

cdn.

Sprawdź jak widzą Cię przeglądarki.

12 września 2006, 13:18:49

Zgodnie z zasadami dostępności, strona internetowa powinna być poprawie wyświetlana przez wszystkie popularne i zgodne ze standardami przeglądarki. Nie da się ukryć, że era „tylko dla IE” już dawno za nami i teraz to użytkownik dyktuje warunki. Powszechna obecność standardów sieciowych znacznie ułatwia sprostanie wymogom jedynej, słusznej przeglądarki danego usera. Jednakże nie jest tak różowo jak mogłoby się początkowo wydawać, bo niedoskonałości występujące w interpretacji css’a przez różne przeglądarki przyprawiają czasem o zawrót głowy, a uzyskane efekty zaskakują swoją nieprzewidywalnością.

Dlatego tworząc stronę należy, najlepiej na bieżąco, sprawdzać jej wygląd, przez co na komputerach webmasterów konieczna jest obecność przynajmniej trzech najpopularniejszych przeglądarek: IE, FireFox’a i Opery. Co jednak z Navigatorem? Konquerorem? Safari? Cóż, napisanie strony pod Wielką Trójcę gwarantuje już jako taką dostępność, którą z powodzeniem można przetestować również na innych narzędziach do wertowania sieci. Testy dosyć sprawnie wykona za nas browsershots.org. Po wpisaniu adresu swojej strony i wyborze przeglądarek, wystarczy już tylko czekać na kolekcję zrzutów ekranu przedstawiających witrynę w ujęciu różnych przeglądarek.

Testując Inkę przekonałam się, że pisanie kodu pod Wielką Trójce przynosi całkiem niezłe efekty. Poprawki wymagają jedynie nietransparentne obrazki, wiec małe oszustwo z mojej strony spaliło na panewce i trzeba się będzie jednak zmierzyć się z problemem. Zastanawia mnie jeszcze brak polskich znaków w Konquerorze i w sumie nie za bardzo wiem, co z tym zrobić… póki co zrzucę winę na debiana, a jak coś wymyślę nie omieszkam tego odnotować.