Jak zorganizować Netvibes?
19 maja 2007, 02:44:54Dzisiaj jest wręcz rewelacyjny dzień, żeby napisać coś o organizacji swojego Netvibes. Dlaczego? Cóż, tak się składa, że wczoraj Netvibes zyskało parę nowości. Oscylują one wokół wyglądu. Do tej pory próbowałam zdziałać coś wykorzystując Netvibes Customize, dużo lepiej spisywał się jednak user script i Greasemonkey. I o ile to drugie nadal może być w modzie to „moduł upiększający” stracił nieco na znaczeniu.
Co nowego?
Dodano cztery nowe szablony ze szczególnym ukłonem w stronę wielbicieli zaokrągleń, możliwość tworzenia własnego szablonu sprowadza się niestety do wybrania jednego koloru podstawowego, no ale lepszy rydz niż nic. Dodatkowo całkiem bezboleśnie można sobie wybrać tło dla topu i zawartości. No, ale przejdźmy do konkretów.
Zakładki.
Grupowanie danych to podstawa jeżeli chcemy rozsądnie zarządzać własnym czasem. W moim przypadku poskąpienie miejsca na zakładki zaowocowało odstawieniem Netvibes na ładnych parę miesięcy. Dane nie powinny przytłaczać, tylko rozsądnie eksponować informacje ułatwiając tym samym korzystanie z zasobów. Opłaca się też spędzić trochę czasu na zaprojektowanie układu w celu osiągnięcia wygody użytkowania swojej strony domowej.
Z racji mnogości modułów, które można wykorzystywać warto stworzyć sobie zakładkę związaną z eksperymentami, skutecznie chroni to przed zaśmiecaniem użytecznie zaprojektowanych tabów. Przydatną może okazać się również zakładka poświęcona poczcie elektronicznej. Jest to o tyle wygodne, że na zakładce otrzymamy zbiorczą ilość nieprzeczytanych wiadomości.
Podobnie można zrobić z kanałami RSS, jednak tu Netvibes’a nie polecam. Przy dużych ilościach RSSów ciężko je ogarnąć, przeglądanie staje się niewygodne, a sam czytnik też średnio przypadł mi do gustu. Jeżeli ktoś koniecznie musi mieć kombajn od wszystkiego to lepiej użyć modułu Website Framer czy Any Url i korzystać z Google Readera lub innego narzędzia tego typu . Osobiście uważam, że jest to jednak przerost formy nad treścią. Link do readera w ulubionych (najlepiej ulokowanych blisko wyszukiwarki na głównej zakładce) powinien sprawę RSSów wystarczająco dobrze załatwić.
Zarządzanie ulubionymi.
Plusem Netvibes jest bogaty zestaw modułów przechowujących przydatne nam linki. Niewątpliwie najpopularniejszym z nich jest del.icio.us, pozwala on zarządzać delicjami i wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że moduł nie przewiduje grupowania tagów. W rezultacie po załadowaniu całej bazy dostajemy zupę tagów w której ciężko się odnaleźć. Z problemem można sobie stosunkowo łatwo poradzić duplikując moduł i rozdzielając tagi w poszczególne grupy. Gra jednak w tym przypadku nie jest warta świeczki, wiec warto jedynie ulokować w strategicznych miejscach najważniejsze linki i podobnie jak w przypadku RSSów zawrzeć w nich link do delicji.
Sprawa nieco inaczej ma się w sytuacji, gdy tworzymy bazę tutoriali. Moduł Bookmarkr w istocie będący bardzo podobny do del.icio.us prócz standardowych opisów linku i systemu tagów oferuje nam możliwość dołączenia obrazka do odnośnika. W rezultacie Netvibes doskonale może się spisać jako prywatna baza tutoriali.
Moduły.
Grzechem jest nie korzystać z ich dobrodziejstw, dlatego też warto przyjrzeć się kilku popularnym pozycjom ułatwiającym życie:
-
Remember The Milk - bardzo przyjemny organizer, choć brakuje mu kilku ciekawych opcji dostępnych na stronie Remember The Milk. Brakuje też trochę kalendarza ułatwiającego wybór terminu, ale grupowanie zadań i automatyczne „przypominajki” zaległych zadań sprawiają, że jest to najpopularniejszy moduł z grupy todo list. Osobiście polecam go do zapisywania planów wynikających z naszych wewnętrznych potrzeb i swoistego koncertu życzeń odnośnie zadań, które kiedyś tam chcielibyśmy zrobić i dobrze by było jakby coś nam o tym przypomniało. Jako alternatywę można rozważyć Memotoo
Kalendarz – doskonałe uzupełnienie do Remember The Milk. Warto tu przechowywać zadania z góry określonym terminem czyli rozpoczynając od wszelkich deadlinów i spotkań, poprzez wizyty u dentysty, a na urodzinach babci i dziadka kończąc.
Książka adresowa – czyli koniec z papierowymi zeszycikami wiecznie zagubionymi w torebce. Nie wspomnę już o wbudowanej wyszukiwarce, która oszczędzi nam sporo czasu, który musielibyśmy poświęcić na kartkowanie bardziej tradycyjnych książeczek z adresami.
Na zakończenie jeszcze raz odwołam się do wyglądu. Rozszerzenie Netvibes o możliwość bardziej szczegółowej konfiguracji wyglądu w przypadku wielu użytkowników najprawdopodobniej poprawi komfort pracy z tą stroną domową. Tyczy się to oczywiście tych userów, którzy posiadają nieco zmysłu estetycznego, bo nie wolno zapomnieć, że nawet doskonale zaprojektowana strona z nieergonomicznym layoutem będzie męczyć i zniechęcać do pracy zamiast ja ułatwiać i przyspieszać.
Netvibes rządzi.
18 listopada 2006, 16:39:08Dla tych co jeszcze nie wiedzą o ile tacy są pragnę wspomnieć o Netvibes. Wspomnieć jedynie, bo jakoś chwilki nie mogę znaleźć na dłuższe klikanie i ułożenie swojej strony startowej. Do tej pory cieszył mnie startowy i byłam jego całkiem zadowoloną użytkowniczką, aż do teraz. Netvibes to dużo więcej niż zbiór RSSów, pogoda i wyszukiwarka.
Jest to poważne narzędzie ułatwiające dostęp do tego co oferuje nam sieć. Na szeregu zakładek możemy rozmieszczać notatki, listy zadań i kalendarze, tworząc swego rodzaju kompleksowy organizer. Wszelkiego gatunku wyszukiwarki i zakładki na ulubione gwarantują szybki dostęp do codziennie odwiedzanych serwisów, co oszczędza nam czas nie mówiąc już o tym, że Netvibes oferuje dostęp do wielu nowoczesnych aplikacji i serwisów webdwazerowych. Przy jego pomocy bez zbędnego klikania jak na dłoni widzimy ilość nie przeczytanych wiadomości na gronie, zawartość naszych delicji, wykaz piosenek na last.fm i skrzynek pocztowych. W standardowych modułach widnieją również takie sławy jak Flicr, Writley, Ebay, Digg. Jakby komuś było mało Netvibes pozwala na możliwość pisania własnych modułów, niemniej jednak jak ktoś nie ma do tego talentu to i tak jest z czego wybierać. ;)
Firefox i zabawki (nie) tylko dla webdevelopera (cz. 2)
07 października 2006, 23:17:15Wczoraj wspomniałam o kilku ciekawych i ułatwiających życie rozszerzeniach do Firefoxa. W komentarzach natomiast poruszyłam sprawę ScrapBook’a, o którym wcześniej nawet nie pomyślałam by umieszczać go w swoich zapiskach. Stało się, trudno, może ktoś jednak na tym kiedyś skorzysta. A dzisiaj zajmę się bardziej kwestią dosyć popularnych narzędzi dla twórców stron.
Małym, aczkolwiek pożytecznym narzędziem może okazać się ColorZilla. Po zainstalowaniu w lewym dolnym rogu przeglądarki na pasku stanu pojawia się ikona pipety. Jak nie trudno się domyśleć pozwala ona pobrać kolor z okna przeglądarki. Dodatkowo oferuje paletę kolorów, więc dosyć łatwo można wybrać „bliźniaczy” kolor do tego pobranego kroplomierzem. Zapewne każdy projektant stron ma już swojego ulubionego color pickera, jednakże ColorZilla mimo ograniczenia tylko do przeglądarki może w znaczny sposób przyspieszyć pracę ze stronami oferującymi gotowe schematy kolorów (np. ColorSchemer)
HTML Validator jak sama nazwa wskazuje doskonale może zastąpić nam witrynę W3C Markup Validation Service. Bez zbędnego klikania ikona zamieszczona na pasku stanu informuje nas o zgodności (bądź niezgodności) strony w zależności od zamieszczonego doctypu. Z wtyczką tą jednak trzeba uważać, bo można wpaść w swego rodzaju „maniacto” narzekania jak wiele stron posiada błędy w kodzie. HTML Validator pokaże nam ponadto miejsca potencjalnych błędów i ostrzeżeń, serwując potężną dawkę informacji ułatwiających naprawę kodu. Nieoceniony jest również w przypadku literówek lub braku domknięcia znacznika.
Jako, że projektant nie zawsze tylko pisze i przegląda swoje dzieła, ale również uczy się ze źródeł stron i niekiedy (a nawet bardzo często) szuka rozwiązanych już problemów w kodzie kogoś innego, wygodę analizy obcego xhtmla zagwarantuje nam View Source Chart. To genialne rozszerzenie prezentuje źródło kolorując poszczególne bloki kodu. Jak na dłoni widać co gdzie siedzi i można spokojnie zapomnieć o długich poszukiwaniach zamknięcia znacznika. Kolorki ułatwiają pracę i dużo wyraźniej prezentują bloki niż same wcięcia, które niewątpliwie estetyczny kod powinien mieć.
Na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie. O Web Developerze ciężko powiedzieć, że jest to rozszerzenie. Jest to w zasadzie kombajn wyciągający ze strony to, co nam się żywnie podoba. Szybki wgląd w css, skrypty i źródło to tylko kilka jego zalet. Web Developer w jednej chwili pokaże nam wymiary obiektów, naniesie widoczną informację o adresie do obrazka, jego wielkości lub ukryje wszystkie obrazki występujące na stronie, zdradzi nam również identyfikatory i klasy poszczególnych elementów witryny, obliczy jej rozmiar skrupulatnie dodając rozmiary dołączonych skryptów, obrazków i cssów. Ogólnie bardzo przydatne narzędzie, choć wśród tych superlatyw mam też pewne "ale", bo części jego opcji nie da się normalnie używać. Wprowadzają one zbyt duży śmietnik na stronie, aczkolwiek jest to winą zagraconego kodu.
Firefox i zabawki (nie) tylko dla webdevelopera (cz. 1)
06 października 2006, 23:52:52To, że Firefox to świetne narzędzie wie każdy (mimo, że czasem wybiera Operę), a potęga liska tkwi nie tylko w tym, że jest dobrą przeglądarką lecz w bogatej kolekcji rozszerzeń. Nie wiem jak to możliwe, ale nie wszyscy odkryli jeszcze ten potencjał jaki drzemie w dodatkach, a jest to prawdziwe bogactwo narzędzi naprawiających pewne niedogodności lub tak jak w moim przypadku ułatwiających pracę.
Zaczynając od rzeczy mocno przyziemnych do niedawna zakochana byłam w Operze ze względu na proste zapamiętywanie sesji i darłam sobie włosy z głowy silnie złorzecząc, gdy przy n otwartych zakładkach Firefox zaliczał wywrotkę. Ryzykowałam jednak dosyć często tym, że spotka mnie ta nieprzyjemność z racji dramatycznego (jak na mój gust) systemu zamykania zakładek w Operze. Ostatecznie jednak zakasałam rękawy i poszperałam, czego wynikiem było dołączenie do mojego liska Session Server’a. Dzięki niemu Firefox zapamiętuje kolekcję otwartych zakładek nawet jeżeli go zamkniemy lub sam złośliwie zechce zakończyć swoje działanie. Dodatkowo rozszerzenie umożliwia zapisywanie czegoś w rodzaju szablonu zakładek. Jeden klik i otwiera nam się nowe okno przeglądarki z zestawem konkretnych zakładek. Całkiem ciekawą zabawką oferowaną przez Session Server jest historia otwartych stron, dzięki czemu przy przypadkowym zamknięciu zakładki można ją łatwo odzyskać.
Dla użytkowników delicji przydatna może się okazać wtyczka del.icio.us dodająca do paska menu kategorie „del.icio.us” i w niej szereg przydatnych opcji do zarządzania linkami. Dzięki tej zabawce możemy więc spokojnie zwolnić sobie miejsce w folderze zakładek osobistych lub w ogóle pozbyć się paska zakładek jeżeli używaliśmy ich jedynie do obsługi delicji.
Dla zwykłego użytkownika wart polecenia jest również Adblock Plus, będący modyfikacją starego dobrego Adblocka. Wtyczka umożliwia łatwe pozbycie się niechcianych banerów i denerwujących reklam przysłaniających treść strony, a wszystko za pomocą kilku ruchów myszką, a w zasadzie za pomocą jednego klika na napis „Adblock” wyświetlony przy niechcianej reklamie i zatwierdzenia operacji krótkim „OK”.
cdn.
Całkiem nowy Google Reader
30 września 2006, 00:53:21
Przy wieczornym przeglądaniu Rss-ów spotkała mnie całkiem miła niespodzianka. Pierwsze, co zauważyłam to nową favikonę na zakładkach mojej przeglądarki. Kliknęłam i zobaczyłam coś całkiem nowego. Stary wygląd Google Readera zmienił się dosyć znacznie. Zrezygnowano z wiecznie wkurzającej mnie rameczki z wszystkimi artykułami i zastąpiono ją przejrzystym menu z wyszczególnionymi Rss-ami pogrupowanymi w folderach. Całkiem wygodnie można się poruszać miedzy subskrybowanymi kanałami, a ponadto obok każdego z nich pojawia się liczba oddająca ilość nieprzeczytanych informacji, dzięki czemu bez zaglądania w „All items” można stwierdzić, gdzie do koszyczka wpadły jakieś nowości. W Home natomiast wstawiono bogatą rozpiskę skrótów ułatwiających korzystanie z Readera. Póki co jestem na gorąco, ale już na pierwszy rzut oka dostrzegam wzrost komfortu pracy i czytelności. Ot Google znów pokazał, że potrafi robić świetne narzędzia.
Sprawdź jak widzą Cię przeglądarki.
12 września 2006, 13:18:49Zgodnie z zasadami dostępności, strona internetowa powinna być poprawie wyświetlana przez wszystkie popularne i zgodne ze standardami przeglądarki. Nie da się ukryć, że era „tylko dla IE” już dawno za nami i teraz to użytkownik dyktuje warunki. Powszechna obecność standardów sieciowych znacznie ułatwia sprostanie wymogom jedynej, słusznej przeglądarki danego usera. Jednakże nie jest tak różowo jak mogłoby się początkowo wydawać, bo niedoskonałości występujące w interpretacji css’a przez różne przeglądarki przyprawiają czasem o zawrót głowy, a uzyskane efekty zaskakują swoją nieprzewidywalnością.
Dlatego tworząc stronę należy, najlepiej na bieżąco, sprawdzać jej wygląd, przez co na komputerach webmasterów konieczna jest obecność przynajmniej trzech najpopularniejszych przeglądarek: IE, FireFox’a i Opery. Co jednak z Navigatorem? Konquerorem? Safari? Cóż, napisanie strony pod Wielką Trójcę gwarantuje już jako taką dostępność, którą z powodzeniem można przetestować również na innych narzędziach do wertowania sieci. Testy dosyć sprawnie wykona za nas browsershots.org. Po wpisaniu adresu swojej strony i wyborze przeglądarek, wystarczy już tylko czekać na kolekcję zrzutów ekranu przedstawiających witrynę w ujęciu różnych przeglądarek.
Testując Inkę przekonałam się, że pisanie kodu pod Wielką Trójce przynosi całkiem niezłe efekty. Poprawki wymagają jedynie nietransparentne obrazki, wiec małe oszustwo z mojej strony spaliło na panewce i trzeba się będzie jednak zmierzyć się z problemem. Zastanawia mnie jeszcze brak polskich znaków w Konquerorze i w sumie nie za bardzo wiem, co z tym zrobić… póki co zrzucę winę na debiana, a jak coś wymyślę nie omieszkam tego odnotować.